Zmiana koloru Hortensji

Na pewno zdarzyło Wam się zaciekawić intensywnie niebieskimi hortensjami, które można spotkać w punkcie ogrodniczym. Kupujecie takiego delikwenta, sadzicie u siebie, roślina chwilę jest niebieska, a następnie kolejne kwiaty już są różowe. Czy to tylko u hodowców tak na niebiesko kwitnie? Otóż nie! Niebieski kolor można z powodzeniem uzyskać u siebie w ogródku, co więcej nie jest specjalnie trudne. trzeba tylko zapoznać się z kilkoma trikami. Co prawda do rozkwitu hortensji jeszcze daleko, ale zapewniamy was, że warto już wcześniej się przygotować.

maculata2 - Copy
maculata3 - Copy

hydrangea macrophylla ‘Maculata’

Jej zwyczajowa nazwa najprawdopodobniej pochodzi od niejakiej Hortensji Barrett – jednej z wielu kochanek francuskiego botanika, lekarza Philiberta Commersona, który jak pierwszy opisał ten gatunek. Nazwa łacińska to Hydrangea i obejmuje wg różnych źródeł od 25 do 80 gatunków. W naturalnym środowisku można ją spotkać w Ameryce Północnej i Południowej, a także w południowo-wschodniej Azji. W ogrodach przydomowych najczęściej można spotkać hortensję wielkolistną zwaną także ogrodową, wiechowatą, rzadziej drzewiastą, od czasu do czasu na grządce mignie także hortensja piłkowana oraz dębolistna. h

deutschand2 - Copy

Słowem wstępu

Barwa kwiatów warunkowana jest odmianą, niemniej jednak istnieją “pewne” sposoby na jej zmianę.  Pamiętajmy, że zmienić barwę kwiatów hortensji możemy tylko z czerwonych/różowych na niebieską (ew odwrotnie), odmiany o kwiatach białych się nie przebarwiają. Ogólna zasada mówi, że kwiaty Hortensji zmieniają kolor w zależności od odczynu podłoża oraz zawartości żelaza i glinu w glebie – i tymi wielkościami należy “manipulować”.

blaumeise2

Hydrangea macrophylla ‘Balumeise’ – przed i po kuracji koloryzującej

Dygresja – powtórka z chemii

Za kolor kwiatów hortensji ogrodowej odpowiedzialne są organiczne związki chemiczne zwane antocyjanami. Zgodnie z zasadami chemii, w niskim pH (odczyn kwaśny) barwniki antocyjanowe zmieniają kolor na czerwony, gdy jednak pH jest wysokie (odczyn zasadowy) barwniki robią się niebieskie.
Gdyby ktoś miał problem z wyobrażeniem sobie tego, proponujemy mały eksperyment – gdy dodamy do soku z czarnej jagody octu lub przynajmniej cytryny (odczyn kwaśny) – sok zrobi się czerwony. Podobnie można zrobić z czerwoną kapustą – gdy posypiemy ją sodą (odczyn zasadowy) – kapusta zrobi się niebieskawa.

Na zdrowy rozsądek Hortensje powinny reagować podobnie… niestety nie, Hortensje reagują dokładnie ODWROTNIE. W środowisku kwaśnym będą niebieskie, w zasadowym różowe.

Zmiana koloru

Bezpośrednio za zamianę koloru odpowiedzialny jest glin, niestety (lub stety) związku glinu są rozpuszczalne tylko w kwaśnym środowisku stąd też rośliny powinniśmy sadzić na glebie kwaśnej. Podsumowując: aby delikwent ładnie się przebarwił musimy zapewnić mu kwaśne podłoże oraz duże ilości glinu. W tym celu stosujemy Ałun (ok 7 g dwa lub trzy razy w ciągu sezonu) lub specjalny nawóz o bardzo dosłownej nazwie “Hortensja niebieska”.

lavbla2

Hydrangea macrophylla ‘Lavbla’ – przed i po kuracji koloryzującej
masja

Hydrangea macrophylla ‘Masja’ – przed i po kuracji koloryzującej
frau Fujiyo

Hydrangea macrophylla ‘Frau Fujiyo’ – przed i po kuracji koloryzującej

Kolory hortensji w zależności od pH gleby

  • Ph 4.5 – intensywnie niebieski
  • Ph 5.1 – niebieski
  • Ph 5.5 – niebieskoróżowy
  • Ph 6.5 – ciemnoróżowy
  • Ph 6.9 – różowy
  • Ph 7.4 – jasnoróżowy

Na zakończenie:

  1. Pamiętajmy, że rozwinięte kwiaty nie zmienią już swojego koloru, jeżeli chcemy mieć niebieskie hortensje powinniśmy jak najszybciej rozpocząć kurację koloryzującą.
  2. Na glebach zasadowych nie ma możliwości zmiany barwy kwiatów.
  3. Właściwości zmiany koloru mają tylko hortensje ogrodowe, i tylko w kolorze różowym (białych niestety nie da rady już zmienić).

fot. K.Dziedzic, W. Foremska

Pierwsza pomoc w roślinnych wypadkach

Czy wiecie, że najczęstszą przyczyną „zgonów” wśród roślin doniczkowych jest przelanie? A czy wiecie, że roślina, poprzez wygląd swoich liści daje nam znać, że coś jej nie pasuje. Jak czytać roślinne sygnały? Przygotowałyśmy dla Was krótka ściągawkę. Wersję drukowaną będziecie mogli ją dostać na każdych naszych warsztatach, a poniżej wersja do ściągniecia!

Gwiezdni Ogrodnicy – cz. I

Ziarno bawełny wykiełkowało na Księżycu, a dokładniej na pokładzie chińskiego lądownika księżycowego! – taka informacja obiegła niedawno świat.  “Naukowcy z Uniwersytetu w Chongqing – którzy zaprojektowali “mini biosferę księżycową” wysłali na powierzchnię naszego naturalnego satelity 18-centymetrowy pojemnik z powietrzem, wodą i glebą. Wewnątrz pojemnika znajdują się nasiona bawełny, ziemniaka i rzodkwi jak również jaja muszki owocówki i drożdże. Zdjęcia przesłane przez sondę potwierdzają, że pęd bawełny wyrósł, a pozostałe ziarna na razie nie dotarły do tego etapu.” Niestety, warunki księżycowe, w szczególności noc księżycowa i panująca wtedy temperatura (ok minus 170 stopni Celsiusza) spowodowały, że sadzonka nie przetrwała.

Kiełkująca bawełna, fot. Chińska Agencja Kosmiczna

To niewątpliwie przełomowe wydarzenie skłoniło nas do popełnia opowieści o tym jak to z roślinami w kosmosie było. Jak wyglądały loty człowieka w kosmos, wszyscy wiem, ale kiedy, jak i po co, rośliny opuszczały Ziemię?

Pierwszą rośliną wysłaną w kosmos był Len zwyczajny, a odpowiedzialnym za całe zamieszanie był Związek Radziecki. Był to eksperyment ważny, jeden z pierwszych, które celowały w przyszłość lotów kosmicznych. Zakładano bowiem, że przyszłe kolonie na orbicie czy też bazy na Księżycu lub Marsie, będą zależeć od kosmicznego rolnictwa. Uprawa roślin mogłaby pomóc odzyskać tlen i wyżywić załogi, obniżając tym samym koszty dalekich wypraw.
Nasiona lnu zostały wyniesione na Radziecką Stację Kosmiczną w 1971 r. Opiekowali się nimi Wiktor Pacajew i Władisław Wołkow – kosmonauci, ówcześni “rezydenci” stacji kosmicznej Salut 1. Po około dwóch tygodniach od rozpoczęcia eksperymentu, ku wielkiej uciesze Pacajewa i Wołkowa, w miniaturowej konstrukcji zwanej Oaza pojawiły się dwa kiełkujące pędy Lnu zwyczajnego. Astronauci dosłownie zwariowali na ich punkcie – Pacajew określał je jako “zwierzątka domowe”, Wołkow zaś nazywał je mianem “moje miłości”. Naukowcy z agencji Energia (odpowiedzialnej za radzieckie loty kosmiczne) byli pod wrażeniem efektów, szczególnie psychologicznych. Przypadkiem okazało się bowiem, że gwiezdne ogrodnictwo, oprócz dostarczania informacji o zachowaniu roślin w warunkach braku grawitacji, jest również ważnym elementem utrzymania dobrego zdrowia psychicznego wśród kosmonautów.
Jak ważnym? Przekonano się o tym już w 1979 roku. Gdy Walerij Riumin i Władimir Łachow zmagali się z samotnością i depresją, podczas trwającego już pół roku pobytu w kosmosie, Energia postanowiła wysłać na stację kwitnące tulipany i dużą Żyworódkę. Takie posunięcie okazało się strzałem w dziesiątkę i zdecydowanie poprawiło morale załogi. Riumin i Łachow nazwali nowego zielonego przybysza “drzewem życia” i umieszczali go w widocznym miejscu podczas każdej transmisji telewizyjnej ze stacji.

Swetlana Sawickaja, Walentin Lebiediew i Aleksandr Sieriebrow podczas pracy przy roślinach.
Sierpień, 1982 r., Salut – 7 , fot. Youth ranks

Nieco później, na pokładzie Salut 7, w 1982 roku, Walentin Lebiediew, w swoim dzienniku pisał tak: “Gdy regularnie podlewam rośliny czuję się szczęśliwy”. My ze swojej strony podejrzewamy, że rośliny Lebiediewa nie były tak szczęśliwe jak on, albowiem w dzienniku można jeszcze było przeczytać “Chyba za bardzo je rozpieszczam [rośliny]; Jestem zbyt hojny jeśli chodzi o wodę. “
Jakby nie było, Lebiediew, zasługuje na specjalne miejsce w tej historii, był bowiem jednym z najbardziej zaangażowanych gwiezdnych ogrodników. Pod jego czujnym okiem i ręką do roślin, udało się przeprowadzić pierwszą roślinę przez cały cykl rozwojowy. Ale po kolei…

Mimo licznych, udowodnionych korzyści emocjonalnych nie udało się na ten czas jeszcze osiągnąć podstawowego celu, jakim było sadzenie i zbieranie plonów z nasion roślin hodowanych w warunkach mikro lub braku grawitacji. Naukowców czekała jeszcze długa, kręta droga usłana nieudanymi projektami systemów do uprawy oraz nieprzewidywalnymi zdarzeniami losowymi.

Oasis 1 as exhibited in the Memorial Museum of Astronautics in Moscow 11 .
system ‘Oaza -1’ Memorial Museum of Astronautics , Moskwa
źródło: Review and analysis of plant growth chambers and greenhouse modules for space – Scientific Figure on ResearchGate.

Radość po wykiełkowaniu lnu na pokładzie Salut 1 nie trwała długo, wkrótce okazało się, że z roślinami jest coś nie w porządku. Ich liście były małe i rosły znacznie wolniej niż ich koledzy na Ziemi. Postanowiono, że sadzonki wrócą na Ziemię w celu ich przebadania przez specjalistów botaników. Niestety tak się nie stało – W trakcie lotu powrotnego, w wyniku dekompresji kapsuły Sojuz 11, cała trzyosobowa załoga zginęła. Jeżeli chodzi o rośliny, to można jedynie było się domyślać, że system nawadniający Oazy nie działał tak jak powinien.

Kolejne próby hodowli roślin przeprowadzono cztery lata później, na pokładzie stacji kosmicznej Salut 4. System Oaza został przeprojektowany, tak aby woda była automatycznie i precyzyjnie doprowadzana do roślin (tak przynajmniej wydawało się wówczas sowieckim naukowcom), został także wyposażony w kamerę. Tym razem postanowiono posadzić groszek i cebulę. Rośliny owszem, wzeszły dość szybko, ale równie szybko umarły. Gieorgij Grieczko, jeden z kosmonautów odpowiedzialnych za hodowlę napisał “Najpierw woda nie dostała się do środka, a następnie popłynęła w złym kierunku”. Pamiętajmy, że w środowisku gdzie nie występuje siła grawitacji nie ma możliwości naturalnej dystrybucji wody do korzeni. Na Ziemi woda wlana do gleby jest przyciągana grawitacyjnie w dół, do miejsca, w którym sieć korzeni może ją pobrać. Na orbicie zaś, woda, którą kosmonauci wlali w sztuczną glebę, po prostu została w miejscu, zalała niektóre obszary inne zaś zostawiła do wyschnięcia.
Tym samym botanicy musieli opracować inny system, taki, który “połączyłby” wodę i korzenie.
Cały eksperyment nie zakończył się jednak zupełnym fiaskiem – “(…) udało nam się wyhodować trzydziestodniowe rośliny. Co prawda groszek nie wydał owoców, ale udało nam się nakręcić film pokazujący ruchy roślin podczas wzrostu” – relacjonował Grieczko.

Oaza 1M

W latach 1977-1981 pięć załóg, na stacji Kosmicznej Salut 6, z wielkim oddaniem uczestniczyło w botanicznych eksperymentach, próbując uprawiać rośliny w całym cyklu rozwoju: nasiona – nasiona. Jednym z najbardziej aktywnych gwiezdnym ogrodników na Salut 6, okazał się wspomniany już wcześniej Walerij Riumin. Kosmonauta miał ‘rękę do roślin’ i z powodzeniem uprawiał: cebulę, groszek, rzodkiewkę, sałatę, pszenicę, czosnek, ogórki, pietruszkę i koper (z gotowych pędów, które zostały dostarczone na stację). Riumin podczas swojego pobytu przekształcił stację kosmiczną w prawdziwą dżunglę, wsadzając swoje rośliny w puste opakowania po filmach, obudowy od urządzeń i pojemniki na jedzenie, które następnie wieszał na ścianach stacji. Mając taką gromadę zielonych przyjaciół Riumin miał całkiem niezłe pole do obserwacji i wyciągania wniosków. O więdnięciu roślin, pisał później: “(…) wyglądało na to, że siewki zamierały zaraz po tym gdy wykorzystały wszystkie zapasy zawarte w samych nasionach”.

Aby zwiększyć szanse na sukces, ziemscy naukowcy wysyłali coraz to bardziej wymyślne formy szklarni na orbitę. System Oaza został zmieniony tak, aby lepiej rozprowadzać wodę. Jeszcze ciekawszym rozwiązaniem wysłanym na stacje była rozgałęziona metalową struktura wyglądem przypominającą rozgwiazdę, która to mogła się obracać wytwarzając siłę odśrodkową. Innymi słowy była to kosmiczna centryfuga, która pozwalała nasionom kiełkować w warunkach sztucznej grawitacji. “Rozgwiazda” została nazwana Biogravistat i dzięki niej naukowcy dowiedzieli się, że komórki roślinne mogą reagować na siłę równą już 0,0001 G.

Biogravistat, fot. www.astronautika.lt

Pojemnik Vazon, czyli kolejna metoda hodowli roślin, został zaprojektowany z myślą o roślinach cebulowych (cebule, tulipany itp). Cebule umieszczano w podstawie pojemnika, i zakrywano stożkowymi korkami (w korki wbudowane było oświetlenie), które kierowały wzrostem nasion, podczas gdy podstawa była wypełniona wodą z nawozami.
Kosmonauci byli tak zaangażowani w uprawę roślin na stacji, że zdarzały się dość komiczne sytuacje, w których awanturowali się z botanikami na Ziemi, twierdząc, że mają lepszy pomysł na uprawę roślin na stacji. W wyniku jednej takiej wymiany zdań, w 1978 roku – Władimir Kowalonok oraz Aleksandr Iwanczenkow dostali zgodę by uprawiać cebule na dwa sposoby. Pierwszy – naukowy, wg dyspozycji z Ziemi, drugi – “sposób ze wsi Bjełaja” czyli miasta rodzinnego dowódcy misji – Kowalonoka . Metoda polegała na przycinaniu końcówek pędów wystających z wierzchołka Vazonu. Ku jego uciesze przycinanie pomogło pędom rosnąć szybciej. W tym miejscu należy wspomnieć, że oprócz chęci przyczynienia się do rozwoju nauki, kosmonautami kierowało także zwykłe łakomstwo. Oboje mieli nadzieję, że po udanym eksperymencie będą mogli przekąsić trochę ze zbiorów. Po pierwszych sukcesach “sposobu ze wsi Bjełaja” Kowalonok przeprowadził rozmowę z Ziemią:
Kowalonok: Cebule rosną w dwóch naczyniach, w pierwszym uprawiane są waszą metodą, w drugim moim chłopskim sposobem. Wygląda na to, że nieprzycinane pędy w waszych naczyniach gniją, podczas gdy w moim wszystko rośnie dobrze i nie gnije.
Ziemia: Ok, zrozumieliśmy aluzję. Jeżeli chcecie możecie zjeść kilka łodyg [szczypiorku].
Kowalonok: Tak właśnie zrobiliśmy. Zjedliśmy sześć z czternastu pędów…

Niestety nawet metoda ze wsi Bjełaja nie była w stanie zachęcić cebuli do wydania kwiatów, a następnie nasion…

Niemniej jednak starania wszystkich załóg Salut 6 nie poszły na marne – botanicy odkryli później, że atmosfera na pokładzie jest często toksyczna dla roślin i jest jednym z czynników odpowiadających za karłowacenie i zamieranie roślin. Ponad to, już na Salut – 6, w szklarni nazwanej Svetoblok , próbowano hodować ulubioną roślinę naukowców, a mianowicie Rzodkiewnika (Arabidopsis sp.). Rzodkiewnik jest wdzięcznym materiałem badawczym, albowiem jego cykl życiowy trwa tylko 40 dni, co znacznie przyspiesza doświadczenia. Aby wpuścić nasiona do szklanego pojemnika z ziemią oraz składnikami odżywczymi, astronauci musieli posłużyć się sprężyną i tłokiem – który to wbił nasiona na swoje miejsce. W tym czasie testowano również inny system Fiton. Jego pierwsza wersja, Fiton – 1, która również miała swój debiut na Stacji Salut – 6, posiadała medium ze składnikami odżywczymi, lampę oraz filtr, który oczyszczał powietrze dochodzące do roślin. Nowością był również automatyczny system podlewania, zrezygnowano tym samy z ręcznego wlewania wody.

Fiton – 3, źródło. www.astronautika.lt

W 1980 roku, nastąpił długo wyczekiwany przełom w gwiezdnym ogrodnictwie. Rzodkiewniki zakwitł, co więcej, tylko cztery dni później niż jej odpowiednik na Ziemi. Był to prawdziwy postęp w uprawie roślin w trybie “od nasion do nasion”. Jednak prawdziwy sukces nastąpił 2 lata później. Przy projekcie pracowali wówczas Swetlana Sawickaja, Aleksandr Sieriebrow oraz wspomniany wcześniej Walentin Lebiediew. W 1982 r., w szklarni Fiton – 3, na stacji Salut – 7, po 69 dniach, rzodkiewnik wydał nasiona, tym samym udało się przeprowadzić roślinę przez pełen cykl życiowy.
2 sierpnia 1982 roku, Lebiediew donosił: “Pojawiło się wiele, wiele pąków i pierwsze kwiaty.”
A 19 sierpnia zapytał z orbity:
Lebiediew: “Czy Arabidopsis może mieć coś jak strąki?”
Ziemia: Oczywiście.
Lebiediew: A w jakim kolorze?
Ziemia: Najpierw zielony, a potem ciemnieją do jasnobrązowego.
Lebiediew: W takim razie, musimy sobie pogratulować! Jest siedem dojrzałych strąków i jeszcze wiele dojrzewających. To wielki sukces!

Rośliny wydały ok 200 nasion, które zabrano na Ziemię. Pomimo tego, że ponad połowa z nich okazała się jałowa, a jedynie 42% z nich wykiełkowało, był to niewątpliwie milowy krok w gwiezdnym ogrodnictwie. Rosjanie postanowili kontynuować swoje badania, ale już na całkiem nowej stacji kosmicznej – nazwanej MIR.
Ale o tym następnym razem!

Fiton – 3, źródło. www.astronautika.lt
Żródła:
1. BIRTH OF SPACE PLANT GROWING, A. Mashinskiy and G. Nechitaylo, 1983 r.;
(wersja online: https://ntrs.nasa.gov/archive/nasa/casi.ntrs.nasa.gov/19840008688.pdf)
2. Robert Zimmerman - 'Growing Pains' , Spacemag, 2003 r.;
3. http://www.astronautika.lt
4. Review and analysis of plant growth chambers and greenhouse modules for space; P. Zabel, M. Bamsey, D. Schubert, M. Tajmar; 2014 r.;
5. Review and analysis of over 40 years of space plant growth systems; P. Zabel, M. Bamsey, D. Schubert, M. Tajmar; 2016 r.;
6. Greenhouses and their humanizing synergies; S. Haeuplik-Meusburger, C. Paterson, D. Schubert, P. Zabel; Acta Astronautica 96 (2014) 138-150;
7. pulskosmosu.pl

Kuchenny recycling, czyli kilka roślin które można wyhodować z resztek kuchennych

Za pewne wszystkim znany jest już styl życia Zero Waste, polegający na ograniczaniu produkcji śmieci oraz wykorzystywaniu istniejących już odpadów. A czy wiecie kto za tym wszystkim stoi? Jeżeli nie, to szybko spieszymy donieść, iż jest to Bea Johnson – Francuzka na stałe mieszkająca w Stanach Zjednoczonych. Swoją przygodę z postawą Zero Waste Bea rozpoczęła w 2008r., zaraz po kryzysie ekonomicznym. Wraz z mężem i dwójką dzieci zrezygnowała z życia w wielkiej willi na rzecz małego mieszkania w Mill Valley w stanie Kalifornia by jak sama twierdzi wieść  świadome życie oparte na gromadzeniu wspomnień i doświadczeń, a nie rzeczy materialnych. Bea Johnson zasłynęła także tym, że jej roczny zbiór śmieci, których nie udało jej się ponownie użyć lub przetworzyć, zmieściła w jednym słoiku. Aby tego dokonać trzeba za pewne mocno się nagimnastykować, dlatego proponujemy Wam, aby małymi, ale za to świadomymi kroczkami konsekwentnie zmniejszać ilość produkowanych odpadów, a także wykorzystywać to co nam zostało. Na pierwszy ogień idą resztki roślinne!

Jak zagospodarować resztki?

Resztki warzyw i owoców pozostałe po przygotowaniu śniadania, drugiego śniadania, obiadu, kolacji, obiadokolacji lub innych posiłków nie koniecznie muszą lądować w śmietniku lub (wersja ekologiczna) w kompostowniku. Wielu z nich można podarować kolejne życie. Poniżej kilka przykładów warzyw i owoców, które z powodzeniem można ponownie posadzić.
roots_lettuce_vegetables

  • Cebula dymka, fenkuł (koper)
    Oczywiście można iść na bazarek i kupić gotowe sadzonki, ale dużo większą frajdą jest posadzenie samemu i obserwowanie rezultatów. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie warzywa z “białą dolną częścią” zakończoną drobnymi korzonkami sadzimy tak samo. Wkładamy roślinę do pojemnika z niewielką ilością wody – korzonki powinny być namoczone, nie zalane – i stawiamy na parapecie. Po około pięciu dniach zobaczymy nowe zielone listki. Należy pamiętać aby regularnie wymieniać wodę w pojemniku. Zazwyczaj nie sadzi się tych warzyw do doniczek, co oczywiście nie znaczy, że nie należy próbować.
    fennel
  • Kapusta chińska, sałata rzymska, seler, kapusta zwykła
    Tak jak w poprzednim przypadku, bierzemy pozostałe po konsumpcji białe części z korzonkami i wkładamy do wody (korzonki). Pudełko stawiamy na parapecie, od czasu do czasu spryskujemy górne części wodą. Po pojawieniu się nowych listów i korzeni (5-7 dni) – roślina jest gotowa do posadzenia w ziemi. Z naszego doświadczenia wynika, że po około 4 tygodniach sałaty i selery są gotowe do zbiorów.
    Można próbować sadzić resztki bezpośrednio do ziemi, skracamy w ten sposób czas oczekiwania.
    celery2lettuce_salad_lactuca_sativa
  • Imbir
    To typowe warzywo dla leniwych. Aby go posadzić, należy urwać kawałek korzenia – czyli tego co kupujemy w sklepie – i wsadzić do doniczki z ziemią. W przeciwieństwie do wyżej wymienionych roślin, imbiru nie należy stawiać na zbyt nasłonecznionym parapecie. Gdy pojawią się nowe, zielone listki będzie to oznaczać, że imbir się “przyjął” – w tym przypadku należy poczekać jeszcze około czterech tygodni na pierwsze plony. Zbiory wyglądają następująco – wyjmujemy całą roślinę z gleby – ucinamy potrzebną ilość korzenia i sadzimy ponownie.
    Co ciekawe i imbir dobrze się prezentuje jako roślina ozdobna.
  • Ziemniaki
    Nie musimy być właścicielem 100 hektarów by posadzić sobie ziemniaki. Co prawda wydajność takiego krzaczka w domu jest znikoma i służy raczej celom edukacyjnym, nie znaczy to jednak że nie należy go sadzić. Zasada jest prosta – zostawiamy ziemniaki w temperaturze pokojowej i czekamy aż pojawią się korzenie. Następnie sadzimy do ziemi. Należy pamiętać, że ziemniaki potrzebują dużego pojemnika i bogatej w składniki mineralne gleby. Na pierwsze zbiory będziemy musieli dość sporo poczekać, ale jeżeli macie dzieci – polecamy z całym przekonaniem tą lekcję botaniki.
  • Czosnek
    Zasady podobne jak w przypadku imbiru. Do doniczki władamy pojedynczy ząbek czosnku – korzeniami w dół. Pojemnik stawiamy w nasłonecznionym i ciepłym miejscu – czekamy. Gdy czosnek wypuści kilka\kilkanaście nowych pędów, owe pędy należy… obciąć – dzięki temu roślina skieruje swoje “moce” w tworzenie główki.
    garlic_183247
  • Awokado
    W naszym klimacie raczej nie doczekamy się owoców – awokado sadzimy głownie ze względów dekoracyjnych. Dobrze jest sadzić kilka okazów obok siebie i w miarę ich rozwoju splatać ze sobą. Aby ukorzenić awokado należy nabić je na 3 lub 4 wykałaczki tudzież zapałki, które będą spełniały funkcje nóżek. Tak przygotowaną pestkę wstawiamy do pojemnika z wodą – woda powinna sięgać aż pod pestkę. Po kilku tygodniach pestka pęknie i wypuści korzenie, wtedy to możemy wsadzać ją do doniczki z ziemię.
  • Marchewka – jest warzywem o palowym systemie korzeniowym, tak więc nie możliwym jest jego ponowne posadzenie (dla zbioru marchewek oczywiście). Marchewkę traktujemy raczej jako egzotyczną roślinę ozdobną do naszego wnętrza. Sadzi się ją podobnie jak awokado – ucinamy korzeń pozostawiając ok 2 cm. W roślinę wbijamy kilka wykałaczek, opieramy na pojemniku z wodą. Po upływie tygodnia lub dwóch roślina wytworzy nowe korzonki i wtedy to możemy umieścić ją w glebie.

Warzyw i owoców, które ponownie można wykorzystać w kuchni jest wiele – przedstawione powyżej rośliny są tylko przykładem. Zachęcamy do testowania i twórczego podejścia do tematu.

Przesyłajcie efekty!

zdjęcia: wikipedia – licencja CC, K.Dziedzic

Skrzynka Warda, ćmy i ogrody w szkle

W ostatnich kilku latach jednym z najbardziej popularnych trendów, które możemy zaobserwować w tzw „ogrodnictwie parapetowym” oraz dekoracji wnętrz są terraria, mini-szklarnie oraz floraria czyli specyficzne, szklane naczynia, w których sadzimy rośliny.

fot. Milena Banaszewska

Te szklane konstrukcje nie są jednak nowym trendem, tak na prawdę liczą sobie już ponad 150 lat i były szalenie popularne w Anglii, w epoce wiktoriańskiej. Całą historię zapoczątkował niejaki Nathaniej Bagshaw Ward, z zawodu chirurg z zamiłowania botanik. Ward jako młody chłopak odwiedził Jamajkę gdzie zrodziła się jego trwająca aż do śmierci pasja do roślin tropikalnych. Po powrocie, już jako dorosły człowiek, przez wiele lat próbował uprawiać egzotyczne gatunki u siebie w Londyńskim ogrodzie, jednak jak nie trudno się domyśleć jamajskie rośliny nie za bardzo chciały rosnąć w brytyjskim chłodnym i deszczowym klimacie. Jeszcze większą frustrację powodowało zarówno u Warda jak i jemu współczesnych iż większość zamówionych z innych kontynentów roślin ginęła już podczas transportu, na statku.  Rozwiązanie problemu miało pojawić się niebawem i jak to bardzo często w nauce bywa w okolicznościach całkowicie przypadkowych… Nathaniel Bagshaw Ward. Lithograph by R. J. Lane after J. P. Credit: Wellcome Library, London

Ale po kolei… W wolnych chwilach Ward, oprócz prowadzenia swojego ogrodu (a kolekcję roślin miał imponującą – sam zgromadził ok 25000 gatunków i odmian roślin, dla porównania we Wrocławskim Ogrodzie Botanicznym jest ich ok. 9000), obserwował także kokony ciem w zamkniętych szklanych gablotach. Wielkie było jego zdziwienie gdy w jednej ze swoich gablot, w ziemi, którą wsadził do pojemnika zauważył kiełkującą paproć. Po dłuższych obserwacjach zielonego osobnika okazało się że w  gablocie panują idealne warunki dla wzrostu i bezpiecznego transportu roślin. Prawie po trzynastu latach od  odkrycia, swoje wnioski i eksperymenty Ward opisał w pracy „O uprawie roślin w szklanych pojemnikach” (ang. ‘On the Growth of Plants in Closely Glazed Cases’). Wynalazek został nazwany Skrzynką Warda (ang. Wardian Case) i miał kluczowe znaczenie dla rozwoju handlu międzynarodowego oraz umożliwił introdukcję roślin z ich naturalnego środowiska do innych rejonów świata. Przykładowo Ogród Botaniczny w Kew oprócz wzbogacania swoich kolekcji egzotycznymi roślinami zajmował się także importem Chinowca (rośliny z której produkowany jest lek na malarię – Chinina) z Południowej Afryki do koloni brytyjskich w Azji, gdzie często występowała malaria. Podczas transportu na statku, skrzynki można było trzymać na pokładzie, zapewniając tym samym roślinom światło słoneczne,  jednocześnie chroniąc je od szkodliwego wpływu soli morskiej.

Skrzynka Warda w Ogrodzie bot. w Kew credit: Kew Garden

Pracownik ogrodu botanicznego KEW podczas rozładunku roślin. 1936 rok, credit: KEW Garden

Wraz z nastaniem XX w. nastała także moda na egzotyczne ogrodnictwo. Zamożna klasa angielska żywo interesowała się tropikalnymi roślinami  co bezpośrednio doprowadziło do wzrostu wartości handlowej skrzynek Warda. Wychodząc na przeciw trendom, skrzynki przybrały bardziej dekoracyjne formy i kształty. Te najbardziej ozdobne wersje zbudowane były prawie całkowicie ze szkła i przybierały formę od mini domku do klasycznej kopuły. Stosowano je przede wszystkim do uprawy paproci i pewnych odmian storczyków, czyli roślin potrzebujących ciepłego i wilgotnego środowiska. Zdarzały się także przypadki użycia skrzynek Warda do hodowli pająków i żab.

ozdobna skrzynka

ozdobna skrzynka

Po raz kolejny do wynalazku Warda powrócono w połowie XX w., w tym jednak wypadku zainteresowanie padło nie na rośliny, a na zrozumienie zasad obiegu wody w tym specyficznym ekosystemie. Skrzynkę Warda zamieniono na naczynie szklane (słoik, butelkę, a nawet stare akwarium) i nadano mu nazwę terrarium. W ten sposób wspomniane terrarium stało się bardziej eksperymentem, podczas którego sprawdzano ile roślina jest w stanie wytrzymać w danych warunkach.

terrarium posadzone w latach 60-tych XX w. credit dailymail

Obecnie Skrzynki Warda oraz to co z nich wyewoluowało, czyli terraria, a także dobrze znane nam floraria (lasy, ogrody w słoiku) mają funkcję przede wszystkim dekoracyjną i możemy je znaleźć w wielu wnętrzach zarówno prywatnych jak i komercyjnych.

fot. Milena Banaszewska

PS. Jedno z ostatnich zanotowanych użyć Skrzynki Warda w celu transportu morskiego roślin miało miejsce  w 1962 r. Ogród Botaniczny w Kew odebrał wtedy grupę tropikalnych roślin z Fidżi.

Bibliografia:

www.kew.org
Allen, David Elliston. The Victorian Fern Craze: A History of Pteridomania. London: Hutchinson, 1969.
Hibberd, Shirley. The Fern Garden, How to Make, Keep, and Enjoy It, Or, Fern Culture Made Easy. 2d. ed. London: Groombridge and Sons, 1869.
Lindley, John. The Treasury of Botany: A Popular Dictionary of the Vegetable Kingdom. New edition. London: Longmans, Green, and co, 1873.